Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności »

  OK
0

Twój koszyk jest pusty.

Łączna wartość: 0,00 zł Przejdź do koszyka

WIECZÓR W TEATRZE

Grzywna za gwizdanie w teatrze
„Przyszedł wielki Karol Adwentowicz i mówi: „Pani Miro mam kłopoty z teatrem. Publiczność nie przychodzi. Nie mamy na gaże. Gdyby pani coś zagrała, pani jest tak zwana kasowa, toby ludzie przyszli”. Tak Mira Zimińska-Sygietyńska opisuje w autobiografii „Nie żyłam samotnie” sposób, który uratował zespół Teatru Kameralnego. Dlaczego sięgano po takie metody? Teatry w Polsce dwudziestolecia międzywojennego przeważnie były własnością prywatną lub utrzymywały je miejskie kasy. Dlatego ich kondycja finansowa, która przekładała się na poziom artystyczny, w dużej mierze zależała od: pozyskania sponsorów, przedsiębiorczości dyrekcji oraz zatrudnieniu gwiazdy, której wielbiciele gwarantowali wpływy do kasy.

Wieczór w teatrze
Jak na ironię – publiczność kochała teatr, a bywanie w nim było nieodłączną częścią życia towarzyskiego. Wieczorne wyjście na spektakl wymagało odpowiedniego stroju wieczorowego, czyli długich sukni dla kobiet i co najmniej czarnego wizytowego garnituru dla mężczyzn cywilów oraz galowych mundurów dla wojskowych i innych służb mundurowych. Szczególna pompa obowiązywała w dniu premiery. Pod teatr należało zajechać lśniącą limuzyną. Kobiety obowiązkowo okrywały się futrami i prezentowały kosztowną biżuterię. Po spektaklu towarzystwo udawało się na kolację i to najlepiej do lokalu, do którego przychodzili dopiero co podziwiani na scenie aktorzy, reżyserzy, dyrygenci czy wybitni muzycy. W tym przybytku Muzy należało przestrzegać savoir vivre, w myśl którego np. spontaniczne reakcje na grę aktorów, czy przekazywana przez nich treści – inne niż oklaski lub ich brak – nie wchodziły w grę! Gdy Antoni Słonimski wygwizdał spektakl w Warszawie skończyło się to uznaniem go przez policję za osobą nietrzeźwą w chwili zdarzenia. Został zatem skazany na grzywnę w wysokości 5 zł za zakłócanie porządku publicznego. Fakt, że poecie mogło się nie podobać przedstawienie i w taki sposób dał temu wyraz, policjantowi nie mieściło się w głowie. Na trzeźwo gwizdać w TEATRZE? Niemożliwe! W małych miastach i na wsiach rozwijał się amatorski ruch teatralny. Zapewniał godziwą rozrywkę zarówno aktorom nieprofesjonalistom jak i ich publiczności. Trupy złożone były z ziemian, miejscowej inteligencji jak: nauczyciele, lekarze, aptekarze czy przedsiębiorcy. Prężnie działały także teatry szkolne.

Na rzecz teatru
Nic dziwnego, że tak ważny element życia kulturalnego i towarzyskiego doczekał się w latach trzydziestych pewnej stabilizacji. Fakt – dotyczyła on tylko stolicy. Tu w 1933 roku powołano do życia Towarzystwo Krzewienia Kultury Teatralnej (TKKT). Jego założyciele to crème de la crème Warszawy. Wśród polityków prym wiedli: premier Janusz Jędrzejewicz, Józef Beck – minister spraw zagranicznych, Władysław Zawistowski – naczelnik wydziału sztuki w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Nie zabrakło wpływowych bankowców członkami byli m.in.: Władysław Wróblewski, prezes Banku Polskiego, Henryk Gruber prezes Pocztowej Kasy Oszczędności, gen. Roman Górecki, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego oraz Stefan Starzyński – wówczas wiceprezes ww. banku, późniejszy legendarny prezydent Warszawy. Siłą rzeczy królowali wśród członków artyści: Zofia Nałkowska, Leopold Staff, Juliusza Kaden-Bandrowski oraz Arnold Szyfman. Pod zarząd TKKT dostały się: Teatr Polski (z Małym), Narodowy (z Nowym) oraz stołeczny Teatr Powszechny. Dyrekcji generalnej podlegało 115 aktorów oraz 11 reżyserów. Dyrektorem generalnym był Arnold Szyfman.

Gwiazdy na swoich deskach
Obok TKKT w stolicy zakładane były sceny przez popularnych aktorów pragnących samodzielnie decydować o granych przez siebie rolach. Wśród nich był Stefan Jaracz, który założył teatr Ateneum a po odebraniu mu go Teatr Aktora. Popularnością cieszyły się także sceny: wybitnej aktorki Marii Malickiej na Karowej (sławna z kameralnych spektakli o niezwykle wysokim poziomie artystycznym) oraz Ireny Solskiej. Jako III Reduta działał też w latach 1931-1939 autorski koncept Juliusza Osterwy.

Autor: Agnieszka L. Janas

Agnieszka L. Janas – ukończyła Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego. Przez wiele lat pracowała jako dziennikarz wolny strzelec w kilku warszawskich redakcjach. Przeprowadziła i opublikowała wywiady z najważniejszymi projektantami mody w Polsce; otrzymała też wywiad od Pierra Cardina. Autorka książek „Elegantki. Moda ulicy lat 50. I 60. XX wieku” oraz “Antkowiak. Niegrzeczny chłopiec polskiej mody”. Prowadzi bloga eksperckiego www.agnieszkaomodzie.pl

chcesz być na bieżąco z nowościami vistula? zapisz się do naszego newslettera