„Ulubieniec Cezara i bożyszcze Polek” – Bolesław Wieniawa-Długoszowski


Rzecz dzieje się pod koniec lat dwudziestych w Warszawie. Bryczką po Alejach Ujazdowskich jedzie dwóch mężczyzn. Starszy, z sumiastym siwym wąsem na zmęczonym obliczu, ubrany jest w prosty mundur w szarym kolorze i czapkę maciejówkę. Młodszy - przystojny, wyprostowany, w pysznym mundurze kawalerzysty wodzi oczami za każdą ładną kobietą, uwodzi szelmowskim uśmiechem. Z pobliskiej pensji dla panien wysypuje się gromadka dziewcząt … Podlotki na widok przystojniaka stają całe w pąsach. Po chwili jedna pyta: „Powiedz mi, Bubo, czy wiesz kim jest ten starszy pan obok Wieniawy?”. Jeśli to nie jest prawdziwe to jednak dobrze wymyślone.

Garść faktów, też barwnych
Bohater anegdoty to nie kto inny jak Bolesław Ignacy Florian Wieniawa-Długoszowski (ur. 22.07.1881) ułan i poeta, wierny adiutant Józefa Piłsudskiego oraz jego osobisty przyjaciel, wielbiciel koni, kobiet i dobrej zabawy. Pochodził z patriotycznej rodziny - dziadek był rotmistrzem i walczył w Powstaniu Listopadowym, ojciec bił się w Powstaniu Styczniowym. Niespokojny duch ich potomka sprawił, że Bolek szkoły kończył w bólach, był z nich bowiem kilkukrotnie usuwany za różne „głupstwa, ale nigdy za świństwa”. Po zdaniu matury, spełniając życzenie ojca, rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, które skończył z wyróżnieniem w 1906 r. Wyjechał z żoną do Paryża, gdzie współzakładał Związek Strzelecki. Nad Sekwaną w 1913 r. spotkał Józefa Piłsudskiego, co naznaczyło całe jego dalsze życie. Do Krakowa przybył zaraz po wybuchu I Wojny Światowej i wszedł w skład 1 Kompanii Kadrowej. Wojnę zakończył chwalebnie odznaczony krzyżem Virtuti Militari V klasy. Jako adiutant Piłsudskiego brał także udział w Bitwie Warszawskiej. Jego kariera w stolicy rozkwitła z chwilą objęcia 5 września 1924 roku 1 Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. To wtedy narodziła się przyjaźń ze Skamandrytami, nastąpiła era romansów z pięknościami i pojedynków toczonych w ujeżdżalni szwoleżerów. Zdelegalizowanie tych ostatnich nie wpłynęło na obyczaje skorego do bitki pułkownika. Lekceważenie prawa skończyło się procesem i wyrokiem - pięciu dni aresztu w zawieszeniu na dwa lata. Po śmierci uwielbianego Marszałka szukał dla siebie miejsca w coraz bardziej skomplikowanej rzeczywistości politycznej. Od czerwca 1938 r. do 13 czerwca 1940 r. był ambasadorem w Rzymie z zadaniem rozluźniania przyjaźni obu państw faszystowskich. W obliczu klęski Kampanii Wrześniowej 25 września 1939 r. prezydent Ignacy Mościcki wyznaczył go "na swego następcę na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju" (art. 24 Konstytucji kwietniowej). Był nim do 27 września 1939 roku.  Nie potrafił odnaleźć się w skłóconej polskiej emigracji. Zginął 1 lipca 1942 r.  w Nowym Jorku śmiercią samobójczą. Tak wspominał go przyjaciel Jan Lechoń: „Wieniawa zdawał się być życiem samym, samym urokiem życia codziennego, o którym w gruncie rzeczy myślimy, że ono właśnie powinno być nieśmiertelne”.

W mundurze i fraku
Piękna figura kawalerzysty i sportowca (oprócz jeździectwa uprawiał m.in. narciarstwo) sprawiała, że Wieniawa był wymarzonym klientem krawców zarówno wojskowych jak i cywilnych. Wszystko leżało na nim doskonale, a on każdy rodzaj ubrania nosił, jakby się w nim urodził. We fraku wręcz przypominał amanta filmowego, co było doskonałym narzędziem w jego karierze dyplomatycznej. Jednak ponad wszystko przedkładał, kochał i szanował mundur kawalerzysty. Dowód? Kryje się w anegdocie. W 1934 r. Wieniawa oficjalnie reprezentował Polskę na pogrzebie króla Jugosławii Aleksandra i spóźnił się na uroczystość … Wywołało to skandal tak wielki, że nawet Piłsudski, który kochał go jak syna, nie mógł puścić tego płazem. Wezwał adiutanta do raportu. Ten stawił się rano: wykąpany, wygolony, trzeźwy i pachnący dobrą wodą toaletową. W smokingu. „Co to za błazenada?”- zapytał poirytowany marszałek. „Panie Komendancie narozrabiałem i wiem, że należy mi się za to w pysk. Ale ponieważ szanuję mundur przybyłem jako cywil. Polski oficer nie może dostać po mordzie w mundurze!”.  I jak tu takiego nie kochać? Nie da się! Józef Piłsudski znowu więc wybaczył przyjacielowi.

Agnieszka Janas
trigger
Dodatkowe -20% na wybrane produkty z wyprzedaży Vistula garnitury marynarki kurtki płaszcze
Dodatkowe -20% na wybrane produkty z wyprzedaży - Vistula - garnitury marynarki kurtki płaszcze
Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności » OK, zamykam