Savoir vivre na polskich transatlantykach


Marzenia o własnej flocie, wojskowej oraz turystycznej, pojawiły się w Polsce wraz z odzyskaniem niepodległości. Odradzającego się państwa nie było jednak stać na budowę nowych transatlantyków - zdecydowano się więc na pozyskanie sprawnych, ale używanych statków pasażerskich.

Jak raz duńska kompania Det Ostasiatitske Kompagni zdecydowała się na zbycie swoich parowców po ograniczeniu przez Stany Zjednoczone tzw. „kwot emigracyjnych”. Spowodowało to spadek zainteresowania rejsami przez ocean. Duńczycy przekazali Polsce trzy z czterech jednostek oraz miejsca do dokowania i cumowania w Stanach. Transatlantyki te nazywano „klejnotami księżniczki Dagmary”. Dlaczego? Powstały z pieniędzy Marii Fiodorowny, carycy-wdowy po Aleksandrze III. Zanim wyszła za mąż, zmieniła wiarę i imię - znana była jako księżniczka Dagmara z Danii. Pierwszym polskim kapitanem żeglugi wielkiej na SS „Polonia” (wcześniej „Kursk”) był sławny Mamert Stankiewicz, który funkcję tę pełnił aż do objęcia dowództwa na MS „Piłsudski”. SS „Kościuszko” (wcześniej „Caryca”, następnie „Lithuania”) dowodzony był m.in. przez nie mniej sławnego kpt. ż. w. Eustazego Borkowskiego, zwanego „Szamanem Morskim”. Pod polską banderą pływał także SS „Pułaski (wcześniej „Car, a potem „Estonia”). Ich historię opisał Karol Olgierd Borchardt w książce „Znaczy Kapitan” (1960 r.).
 
Pływające salony

Jednostki pozyskane od Duńczyków były przystosowane głównie do przewożenia emigrantów do Stanów Zjednoczonych. Tymczasem apetyt rósł w miarę jedzenia. Na początku lat 30. Polskie Transatlantyckie Towarzystwo Okrętowe podjęło decyzję o budowie dwóch nowoczesnych jednostek. Z założenia miały być one „pływającymi salonami i ambasadami kultury polskiej”. Zlecenie zrealizowała stocznia w Trieście. MS „Piłsudski” zbudowany został w 1935 roku. Mógł zabrać 796 pasażerów. Statek zatonął na niemieckiej minie 26 listopada 1939 roku, zabierając ze sobą na dno wiernego mu kapitana Stankiewicza. MS „Batory”, bliźniak „Piłsudskiego”, wszedł do służby w 1936 i pływał do 1969 roku. Tak zgrabnie omijał wszelkie miny i niebezpieczeństwa, że zyskał przydomek „Lucky ship”. W momencie oddania do służby przewoził 760 pasażerów.

Nad wystrojem obu transatlantyków czuwała komisja artystyczna złożona ze znanych profesorów Akademii Sztuk Pięknych: Wojciecha Jastrzębowskiego, Lecha Niemojewskiego, Tadeusza Pruszkowskiego, Stanisława Brukalskiego oraz Ministra Oświaty Wacława Jędrzejewicza. Do współpracy zaprosili oni około 80-ciu artystów, w tym tak sławnych jak: Zofia Stryjeńska, Antoni Kenar, Bolesław Cybis, Jeremi Kubicki, Wacław Borowski, Barbara Brukalska, Julia Keilowa. Talentem służyli także członkowie komisji. Profesjonalizm i entuzjazm artystów sprawił, że udało się połączyć w harmonijną całość dzieła prezentujące różne kierunki sztuki.  Zaprojektowali oni nie tylko całe pomieszczenia m.in.: salony, palarnie, kabiny, kaplicę, ale także drobne przedmioty np. zastawę stołową, wzór karty menu.

Etykieta

W tak wspaniałym miejscu obowiązywał pasażerów pierwszej oraz turystycznej klasy savoir vivre. Szczególnie wśród eleganckiego towarzystwa stroje zmieniane były nawet kilka razy dziennie. Rano na śniadanie do restauracji panowie schodzili w przedpołudniowych garniturach np. białych (gdy pozwalała na to pogoda) lub w zestawach klubowych. W ciepłe dni nosili słomkowe kapelusze lub nakrycia głowy nawiązujące do czapek marynarzy. W kufrach pasażerów, zwłaszcza pierwszej klasy, znajdowały się także piękne płaszcze, a nawet futra oraz eleganckie kapelusze pilśniowe, bo pogoda nie zawsze rozpieszczała.


W godzinach przedpołudniowych i tuż po obiedzie politycy, przemysłowcy, artyści i sportowcy, korzystali z uroków spacerów po pokładach, uprawiali sporty, grali w gry towarzyskie, flirtowali z pięknymi artystkami, sławnymi sportsmenkami czy damami z towarzystwa. Wieczorem obowiązywały stroje wizytowe – zwłaszcza w towarzystwie kapitana. Na pokładzie odbywały się liczne uroczystości, także prywatne jak rocznica ślubu kapitana Eustazego Borowskiego i jego żony Wilhelminy, oraz występy artystyczne. Mężczyźni wkładali na takie okazje smokingi, a nawet fraki, by w stosowny sposób dopasować się do bogatych sukni z trenem swoich towarzyszek.  
 
Agnieszka L. Janas
trigger
Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności » OK, zamykam