W krawacie i getrach – moda na stoku w latach dwudziestych XX wieku


Elegancki przechodzień mógłby dziś minąć przybysza sprzed stu lat i nawet się nie obejrzeć. Ostatecznie, obecny strój formalny niewiele różni się od tego z lat 20.: garnitur w stonowanych kolorach, skórzane półbuty, płaszcz. Moda w wielkich miastach – jeśli brać pod uwagę tę zgodną z biznesowym kodem ubioru – nie zmieniła się szczególnie. Co innego, gdyby ten sam miejski dżentelmen wybrał się na narty i spotkał swojego odpowiednika sprzed wieku. Jak wyglądała moda narciarska w pierwszych dekadach XX wieku?



Narciarze zadawali szyku nie tylko w restauracjach eleganckich kurortów podczas kolacji, ale i w ciągu dnia, na stoku. Zakładano wylansowany przez norweskiego badacza polarnego Fridtjofa Nansena tzw. norwegian ski jacket, komplet składający się z kurtki, bryczesów i ciepłych getrów. W latach 20. pojawiły się też pierwsze kombinezony z gabardyny - materiału wodoodpornego i wiatroszczelnego, który opatentował jeszcze w XIX w. Thomas Burberry. Miały podwójne kołnierze, gumowe wkładki łokcie i kolana i sprzączki. Muzeum nowojorskiego Fashion Institute of Technology posiada też  w swoich zbiorach wodoszczelny kombinezon narciarski z przełomu lat 20. i 30. marki Neva-Wet. Pojawiły się zamki błyskawiczne, które wprowadzono m.in. do nogawek I kieszeni.

Na stokach St Moritz czy Gstaad zagościła też elita, w tym także modowa. Lucien Lelong, wpływowy francuski krawiec tamtego okresu, bawił w projektowanych przez siebie kostriumach we wzory art deco, szybko dołączyła do niego Elsa Schiaparelli, zapalona miłośniczka sportu, a wkrótce stroje narciarskie zaczęła projektować marka Hermes.

Zimowe ubrania sportowe nie były jednak przesadnie popularne, ani łatwo dostępne, stąd dla „zwykłych śmiertelników” (choć nadal często byli to krezusi kontynentu) krawcy adaptowali klasyczne elementy garderoby na bardziej sportową, narciarską – jak im się wydawało – modłę.

Żurnale dla krawców pouczały, że taki strój musi być dopasowany, lecz jednocześnie wygodny i uszyty z trwałych, odpornych na pęknięcia czy tarcia materiałów. Nie inaczej było w Polsce. Stanisław Barabasz, jeden z pionierów polskiego narciarstwa, pisał w swoich „Wspomnieniach narciarza”, że pierwsi narciarze ubierali się dokładnie w to, w czym chodzili na co dzień. Rządziły, oczywiście, włókna naturalne, przede wszystkim wełna. Narciarzom szykowano stroje na bazie cover coatu, czyli wymyślonego jeszcze w XIX wieku, relatywnie krótkiego płaszcza do jazdy konnej, wspomniana gabardyna i trykot, by zminimalizować osadzanie się śniegu na ubraniu.

Płaszcze często miały obszerne poły, by dodać ciepła i przewiązywane były dodatkowym paskiem. Ozdabiano je kieszeniami z dużymi patkami, zabezpieczającymi drobiazgi przez wypadnięciem w trakcie jazdy. W strojach narciarskich pojawiła się też dziergana czapka z chroniącym przed śniegiem daszkiem (dziś, z racji utrudnionej aerodynamiki, rzecz nie do pomyślenia) i dziecięce z dzisiejszego punktu widzenia rękawice z wyodrębnionym jedynie kciukiem; te na pięć palców uważane były za niewystarczająco dobrze chroniące przed zimnem. Spodnie miewały też wszytą gumkę, która zapobiegała wysuwaniu się koszuli. Do tego, oczywiście, ciężkie skórzane buty ze ściętym, kwadratowym noskiem (by nie wbijać się w śnieg), nie istniejące w dzisiejszej modzie narciarskiej.

Ciężkie i ciepłe ubrania z wełny – swetry czy bieliznę - noszono głównie pod spodem, podczas gdy okrycia wierzchnie często wykonane były z bawełny, która szybciej schła i mniej nasiąkała wodą. Spodnie często miały długość do kolana. Te długie zbyt szybko absorbowały wodę, przez co dawały nieprzyjemną wilgoć i przeraźliwy chłód. Były też – po prostu – diabelsko ciężkie. Dlatego zwężające się ku dołowi krótsze nogawki wsuwano w wełniane podkolanówki lub getry.

W przeciwieństwie do obecnych czasów, nie wariowano z kolorami. Paleta, ograniczona do brązów, szarości i granatu, odzwierciedlała Wielki Kryzys, w jakim pogrążył się ówczesny świat, ale była też praktyczna: stroje były ciemne, by ukryć bród, choć też nie czarne, by nie płowiały szybko na słońcu. Z czasem pojawiły się również motywy dekoracyjne – wzory geometryczne, te nawiązujące do architektury czy hafty przedstawiające szarotki i inną górską roślinność.

Paradoksalnie, na archiwalnych zdjęciach nie zobaczy się szalików czy chust. Są za to krawaty. Uznawano bowiem, że górski stok nie zwalnia z elegancji. Całkiem słusznie.

Autor: Redakcja
trigger
Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności » OK, zamykam