Roger Moore – Bond w kratkę

 
Zapytany kiedyś, jak przygotowuje się do filmów o Bondzie odparł, że… w ogóle. Po prostu gra siebie, a całą technikę aktorską sprowadza do podnoszenia brwi: raz lewej, raz prawej. Jak na legendarnego odtwórcę roli agenta 007, który zagrał aż w siedmiu bondowskich filmach, to czysta kokieteria. Jednak nawet jeśli jakimś cudem zatrudniający go reżyserzy przecenili talent aktorski Moore’a, to jego wkład w męską elegancję z pewnością do przecenienia już nie jest.

Ten urodzony w Londynie w 1927 roku syn policjanta i gospodyni domowej, od samych początków kariery przyciągał uwagę swoim znakomitym wyglądem. Nic dziwnego, zważywszy, że zaczął ją od modelingu. W latach 50., bazując na swojej czarującej aparycji, pozował do katalogów swetrów i błyszczał w reklamach past do zębów. Świat wielkiej kinematografii ignorował go aż do początku lat 70. Lepiej szło mu w telewizji. Zagrał między innymi w serialowym westernie „Maverick” i w „Świętym”, kryminale w odcinkach, emitowanym w brytyjskiej ITV przez całe niemal lata 60., które przyniosły mu upragnioną popularność.

Jednak to „Bond” uczynił z niego gwiazdę pierwszej wielkości, a przy okazji ikonę stylu. Zagrał w „Żyj i pozwól umrzeć”, „Człowieku ze złotym pistoletem”, „Szpiegu, który mnie kochał” czy „Ośmiorniczce”. Jeśli produkowane już szóstą dekadę przygody agenta Jej Królewskiej Mości potraktować niczym dokument, a zarazem przewodnik po trendach w męskiej elegancji następujących po sobie dziesięcioleci, można stwierdzić, że Moore uchronił krzykliwe i często pretensjonalne lata 70. przed ich ostateczną kompromitacją. Jego spodnie nie osiągnęły kroju niezwykle popularnych wówczas dzwonów. Jego garnitury oparły się modzie na agresywne kolory i wzory. Szalejące bistory i wszelkie sztuczne, opinające ciało syntetyki nie wyparły w jego przypadku szlachetnych wełen. Jedynie większe kołnierze koszul i zamiłowanie do marynarek typu safari oraz do modeli z wydłużonym dołem, delikatnie sugerują, w której dekadzie filmy z Rogerem Moorem powstały. Na tym właśnie polega siła klasyki i na tym polegał niezaprzeczalny charme aktora.

Do najbardziej charakterystycznych elementów garderoby Moore’a należą dwurzędowe kardigany i płaszcze, golfy, idealnie skrojone czarne garnitury z obowiązkową muchą oraz najsłynniejsza bodaj marynarka w dużą, szaro-biało-czerwoną kratę, zwaną teksańską, z bordową, jedwabną podszewką. Zapinana na dwa guziki i z dwoma rozcięciami z tyłu i noszona przez Moore’a w „Człowieku ze złotym pistoletem” do białej, klasycznej koszuli z popeliny Franka Fostera, czarnych, prostych spodni w kant, brązowego paska i formalnych butów marki Gucci oraz z czarnym krawatem, stała się jednym z symboli bondowskiej mody. Pochodzenie samej marynarki jest kwestią sporną. Autorstwo przypisuje się Cyrilowi Castle, w dokumencie o powstawaniu filmu Moore powiedział jednak po latach, że marynarkę zaprojektował włoski Angelo. Nie zmienia to faktu, że dzięki Moore’owi marynarka w kratę zyskała nowy wymiar i rzeszę wielbicieli, stając się ponadczasowym elementem formalnej, ale nie sztywnej garderoby.

Autor: Michał Zaczyński
trigger
Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności » OK, zamykam