Fryderyk Jarosy – mężne serce kabareciarza


Latem 1924 roku prawie nie mówiący po polsku artysta stał się sensacją towarzyską i wielką gwiazdą polskich kabaretów.  Dokonał tego Fryderyk Jarosy (ur. 1890 w Gratzu zm. w 1960 Viareggio). Konferansjerka w kabarecie zakładała interakcję z publicznością, błyskotliwe riposty. Ba! Co zrobić, gdy nie rozumie się jeszcze zawiłości polszczyzny? Fryderyk znalazł na to sposób. Z szelmowskim uśmiechem odpowiadał: „W czasie jazdy zabrania się rozmów kierowcy z pasażerami”. W rozwoju kariery niewątpliwie pomogły mu: inteligencja, męska uroda, nienaganne maniery i nieskazitelna elegancja.
„(…) trzydziestoletni Węgier, więcej niż średniego wzrostu, o regularnych rysach twarzy, czarnych, płomiennych oczach i ujmującym uśmiechu”.
Tak przedstawił ulubieńca Warszawy Tadeusz Wittlin w swojej książce „Pieśniarka Warszawy. Hanka Ordonówna i jej świat”.
 
Demiurg karier
Fryderyk Jarosy, żonaty i dzieciaty (rodzina mieszkała we Włoszech, nie skąpi na jej utrzymanie), szybko zadomowił się w Warszawie. Liczne talenty sprawiły, że zaczął pełnić rolę Pigmaliona - stworzył kariery kilku gwiazd dwudziestolecia międzywojennego. Pierwszym i jednocześnie największym jego „dziełem” była Hanka Ordonówna oraz jej legenda. Zanim go poznała grała ogony, wikłała się w niemożliwe romanse, próbowała nawet popełnić samobójstwo! Zakochany Fryderyk został mentorem panny Mari Anny Pietruszyńskiej, prostej dziewczyny z warszawskiego ludu. Dzięki niemu rozbłyska jako uwielbiana Ordonka. Pomagał jej wybierać repertuar, obsadzał w najlepszych rolach w teatrach, czy kabaretach, w których był reżyserem, dyrektorem, a nawet współwłaścicielem. Łamiąc wszelkie konwenanse żył z nią jak z żoną. Cztery lata kwitła miłość pary artystów. Niestety, wszystko co dobre … W 1928 roku w kabarecie, w którym grali zaczął występować zespół baletnic „Tacjan Girls” pani Wysockiej. Co za pech! Jarosy zakochał się w młodziutkiej, poczatkującej tancerce Stefci Górskiej. Hanka Ordonówna najpierw nie wiedziała, co się dzieje, potem chyba przymykała oko, licząc, że sprawa rozejdzie się po kościach. Do czasu. Stefcia, pewna swojej pozycji, zaczęła się z miłością Fryderyka obnosić w teatrze. Gwiazda postanowiła więc sprawę załatwić raz na zawsze.

„Po przedstawieniu zaprasza do swojej garderoby Wysocką i jej wychowankę Górską na rozmowę w obecności Jarosego. Ordonka zachowuje się z godnością i wręcz wspaniale. Spokojnym, opanowanym głosem mówi do Stefci, że nie żywi do niej żalu, gdyż pojmuje, że Jarosy mógł jej zawrócić w głowie, skoro ją kiedyś w sobie rozkochał. Pretensje więc ma wyłącznie do niego. (…) Jarosy, przerywa jej, tłumaczy coś mętnie, rozkłada ręce i odpowiada – Moja droga Hanećko, sjerce nie sługa! Na te słowa Ordonka podnosi się z krzesła, podchodzi do drzwi, otwiera je i mówi – Skoro sjerce nie sługa, to wynoś się!  W pokoju oprócz Ordonówny zostają Górska i Wysocka. Ordonka prosi tylko, by Stefcia więcej nie afiszowała się za kulisami swoją zażyłością z Jarosym. Poza teatrem, może robić, co jej się podoba.”

Tak nieoceniony plotkarz Wittlin przedstawia przebieg rozmowy, który osobiście zrelacjonowała mu zaprzyjaźniona z nim Stefcia Górska. Konferansjer szybko znudził się związkiem z młodziutką i uroczą Stefcią. Wkrótce przy jego boku pojawiła się piękna i wyrafinowana Zosia Terne. Obie następczynie Ordonki, choć nie w takim stopniu jak legendarna „Hanećka”, stały się dzięki niemu wziętymi artystkami.
 
Sercem Warszawiak
Był uważany za dżentelmena i osobiście przyjaźnił się z wieloma znanymi osobami. W czasie okupacji wykazał się niebywałą cywilną odwagą i honorem iście kawaleryjskim.  On, austriacki Węgier, kilkukrotnie odmówił podpisania volkslisty, która dawała mu bezpieczeństwo i możliwość prowadzenia działalności kabaretowej czy teatralnej! To musiało się źle skończyć – został aresztowany przez gestapo w 1939 roku. Nie stracił rezonu, wykorzystał okazję i zbiegł z transportu. Pięć lat ukrywali go przyjaciele. Fryderyk Jarosy od godziny „W” walczył w Powstaniu. Po jego upadku wywieziony został do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Pytany dlaczego wybrał taki los, nie ukrywał zdziwienia i odpowiadał: „Jestem przecież Warszawiakiem!” Po wyzwoleniu nie wrócił już jednak do ukochanego miasta.
trigger
Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności » OK, zamykam