Ikona stylu – Ryan Gosling


Nie szata zdobi człowieka, mawia znane porzekadło. I – jak to ze znanymi porzekadłami bywa – nie ma w nim krzty prawdy. Szata zdobi nawet Ryana Goslinga, choć wydawałoby się, że największemu obecnie idolowi kobiet na świecie nic nie jest potrzebne do podkreślania własnych walorów. A jednak! Goslinga dopiero od niedawna uważa się za symbol prawdziwego stylu, to jest od czasu, gdy porzucił luzacki styl chłopaka z sąsiedztwa na rzecz dobrze skrojonych marynarek, a T-shirty z infantylnymi nadrukam
i zamienił na oficjalne koszule. Kobiety pokochały go wówczas jeszcze bardziej, dostrzegając coś więcej niż atrakcyjną sylwetkę, nieśmiały uśmiech i legendarne spojrzenie, wysyłające rozczulający je komunikat: „zaopiekuj się mną”.



Na pierwszy rzut oka ubiór tego 35-letniego Kanadyjczyka, nominowanego do Oscara i Złotych Globów gwiazdora takich filmów, jak „Pamiętnik”, „Miłość Larsa”, „Kocha, lubi, szanuje” czy „Drive”, to klasyka. Ot, mistrzowsko uszyte garnitury ze szlachetnych tkanin, nieskazitelnie białe koszule, tradycyjne czarne półbuty na wieczór, a brązowe w ciągu dnia. Gosling wersji casualowej zaś to kurtki bomber lub kardigany, gładkie, jednokolorowe koszulki lub polówki oraz granatowe, dopasowane dżinsy. Tym, co zbiór ubrań i dodatków czyni stylem, jest niewymuszona nonszalancja Goslinga i odwaga w żonglowaniu kolorami.



Weźmy same garnitury. Rzadko kiedy czarne czy granatowe, znacznie częściej – w odcieniach zieleni, błękitu, szare, miodowe lub dwukolorowe, jeśli mowa o smokingowych marynarkach z kontrastowymi kolorystycznie klapami. Krawaty Gosling zakłada niemal wyłącznie wąskie. To celowy zabieg: stylizacja wygląda wówczas na nowocześniejszą, a i sam wygląd – choć akurat Goslingowi nie musi jeszcze na tym zależeć – na młodszy. Aktor z powodzeniem jednak obywa się i bez krawata. Zdaniem wiwatujących z zachwytu nad jego stylem ekspertów z pisma „GQ” oraz blogerów specjalizujących się w modzie męskiej, brak krawata to wręcz jeden z jego znaków rozpoznawczych. Hollywoodzki amant udowadnia, że w zakładanej do garnituru klasycznej koszuli, dodatkowo zawadiacko rozpiętej, można wyglądać formalnie i bardzo elegancko. Nawet, jeśli łamie przez to nieco kod ubioru. A Gosling lubi go łamać, tak jak łamie inne kanony, na przykład wtedy, gdy zamienia się aktorami na miejsca i siada na reżyserskim fotelu, gdy nagrywa płyty, albo gdy dołącza do organizacji walczących o prawa zwierząt, co kłóci się ze stereotypowym wizerunkiem macho. W kwestii mody, chęci Goslinga by iść pod prąd, widać także po tym, jak łatwo zdejmuje marynarkę (co przecież sprzeczne z modowym savoir vivre’em) i pozuje do zdjęć w samej koszuli, najczęściej z podwiniętymi rękawami.

Styl Goslinga, co z pewnością jest dodatkowym argumentem, by się nim zainspirować, jest zatem wygodny i niepozbawiony dystansu do formalnej elegancji. Pozostaje jednak niezwykle szykowny. Patrząc na przechodzący w rodzaj kultu podziw, jakim Goslinga (pomyśleć: zaczynającego od występów w realizowanym przez telewizję Disneya „Klubie Myszki Miki!) obdarzają kobiety, warto spróbować. Oczywiście, imitowanie jego wzroku pozostaje kwestią indywidualną.

Autor: Michał Zaczyński


Dziennikarz niezależny, autor bloga www.michalzaczynski.com. Publikował m.in. w Gazecie Wyborczej, Rzeczpospolitej, Newsweeku, Wprost, Viva Moda!, Logo, Coachingu. Juror konkursów mody, wykładowca szkoły Via Moda oraz Instytutu Via Moda przy Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. 

trigger
Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności » OK, zamykam