Ikona: David Bowie


Określenie „ikona” pasuje do niego, jak mało do kogo. Jeden z najbardziej kreatywnych i innowacyjnych, a jednocześnie popularnych twórców  XX wieku był artystą totalnym. Nagrał dziesiątki płyt i niezliczoną ilość przebojów. Komponował, pisał teksty. Zagrał w kilkunastu filmach – czasem postacie fikcyjne, a czasem i inne sławy, na przykład Andy’ego Warhola czy Nikolę Teslę. Pisał musicale, podkładał głos w animacjach, był dyrektorem artystycznym festiwali. No i wyglądał.


Bodaj żaden muzyk nie miał takiego wpływu na modę. I odwrotnie: niewielu sięgało po to, co w modzie najoryginalniejsze i najśmielsze, tak jak on. Do historii przeszły jego asymetryczne trykoty, kombinezony Kansaia Yamamoto i buty na koturnach, symbole ery glam rocka, ale też stroje pierrota, op artowskie, czarno-białe żakiety czy płaszcz w brytyjską flagę, autorstwa Alexandra McQueena. Tylko w ostatnich pięciu latach stroje Bowiego - czasem w stu procentach wiernie – do swoich kolekcji przenosili Givenchy, Miu Miu, Balmain czy Jean Paul Gaultier.

Nic dziwnego, że śmierć Bowiego w styczniu tego roku poruszyła cały świat mody. Wspomnienia o muzyku opublikowali Dries Van Noten, Walter van Beirendonck i przyjaciółka artysty Kate Moss, modele inspirowane stylem Bowiego pokazali podczas ostatniego tygodnia mody męskiej w Mediolanie Roberto Cavalli i  marka Costume National, zaś Donatella Versace  wybrała jego hit „Space Oddity” na finał pokazu swojej futurystycznej – jak na zafascynowanego kosmosem Bowiego przystało – kolekcji.

Ekstrawagancja Davida Bowiego nigdy nie przestała fascynować tłumów. Dość wspomnieć, że przygotowana przez londyńskie Victoria&Albert Museum trzy lata temu wystawa „David Bowie Is”, na której zgromadzono ponad trzysta związanych z artystą przedmiotów, w tym jego najsłynniejsze kostiumy, przyciągnęła rekordowe 1,3 miliona widzów, stając się najpopularniejszą ekspozycją w  ponad 160-letniej historii placówki.

Jednak David Bowie to nie tylko efektowne przebrania, lecz także elegancja w najlepszym wydaniu. Potrafił być dandysem, jak w teledysku do „Life on Mars?” z 1973 roku, w błękitnym garniturze, który stał się jednym z jego znaków rozpoznawczych. Podobnie w przypadku czarnego smokingu, białej muchy i kapelusza, założonych na galę rozdania nagród Grammy dwa lata później, na którą wybrał z Johnem Lennonem i Yoko Ono lub szarymi, letnimi garniturami, noszonymi przez niego w latach 80., u szczytu komercyjnego sukcesu, dzięki płycie „Let’s Dance”, wymiennie z garniturami koloru brzoskwini. Równie klasyczny i ponadczasowy okazał się jego styl nowojorskiego intelektualisty z końca lat 80., z nieśmiertelnym prochowcem na czele oraz wąski czarny krawat zakładany do białej koszuli i garniturowej kamizelki, z których uczynił swój symbol na początku nowego tysiąclecia.

Bowie nie stronił od mody w żadnym jej aspekcie ani momencie. Jak przystało na artystę, którego jeden z największych, choć ironicznych w swojej wymowie hitów nosił nazwę „Fashion”. I jak na mężczyznę, który poślubił supermodelkę Iman, u której boku spędził 26 lat. W swoje 69 urodziny, dwa dni przed śmiercią, pożegnał się z fanami ostatnim zdjęciem – w czarnym dopasowanym garniturze ze spodniami z krótszymi – wedle obecnych trendów - nogawkami, w białej koszuli, kapeluszu i z butami, modnie założonymi na gołe stopy…

Autor: Michał Zaczyński


Dziennikarz niezależny, autor bloga www.michalzaczynski.com. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, "Newsweeku", "Wprost", „Viva Moda!”, „Logo”, „Coachingu”. Juror konkursów mody, wykładowca szkoły Via Moda oraz Instytutu Via Moda przy Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. 

 



trigger
Dodatkowe -20% na Ofertę Specjalną do -70% garnitury marynarki kurtki płaszcze Vistula
Dodatkowe -20%na Ofertę Specjalną do -70% garnitury marynarki kurtki płaszcze Vistula
Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności » OK, zamykam