Ikona stylu: Roald Amundsen


Idol swoich czasów, bohater masowej wyobraźni i… wróg nr 1 Anglików. Sława i kontrowersje, jakie wzbudzał Roald Amundsen zawstydziłyby niejednego  współczesnego celebrytę.

Urodził się w norweskim Borge w 1872 roku. Można powiedzieć, że był skazany na zamorskie podróże: jego ojciec należał do najbardziej wówczas wpływowych armatorów w kraju. Nie, żeby rodzinne tradycje wzbudzały euforię u reszty familii, a u matki Roalda w szczególności. Usiłując ochronić syna przed niebezpieczeństwami życia na morzu wymusiła nawet na nim obietnicę, że ten wybierze ląd i zostanie lekarzem. Słowa dotrzymał. Ale tylko do jej śmierci. W wieku 21 lat rzucił studia medyczne, by zaledwie kilka lat później zaciągnąć się jako pierwszy oficer na Belgikę –statek badawczy, eksplorujący Antarktydę. Ta wyprawa, w której brało udział także dwóch Polaków, Henryk Arctowski i Antoni Dobrowolski, przyniosła cenne dla świata botaniki odkrycia, przede wszystkim jednak rozbudziła w Amundsenie ambicje podboju nieznanych Europejczykom lądów. I tak, kolejne zimy spędził u północnych wybrzeży Alaski i Kanady, gdzie wraz ze swoją załogą uczył się od Eskimosów technik survivalu.



Głównym celem podróżnika było zdobycie Biegunu Północnego; niemalże po sąsiedzku, jeśli patrzeć na geograficzne położenie Norwegii.  Plany pokrzyżował mu jednak Amerykanin Robert Peary, który w 1910 roku dotarł tam jako pierwszy. Amundsen sekretnie (oszukując nawet własną załogę, która aż do dopłynięcia do Madery była przekonana, że płynie na Biegun Północny) obrał więc kurs na niezdobyty jeszcze Biegun Południowy. Chciał w ten sposób uprzedzić Roberta Scotta, Brytyjczyka, którego nagłośnionej już wówczas wyprawie kibicował cały Zachód. Zaczął się wyścig. Amundsen wygrał, zdobywając biegun 14 grudnia 1911 roku, miesiąc przed Scottem, a wyczyn ten nonszalancko uczcił… zapaleniem cygara i szotem wódki. Ale to było gorzkie zwycięstwo. W tym samym czasie kiedy Norweg triumfalnie wracał na Stary Kontynent, Scott wraz ze swymi kompanami konali w śnieżnych zamieciach. Brytyjskiej ekspedycji nie przeżył żaden z jej członków. Skutkiem tego w Wielkiej Brytanii czy USA Scott przez lata postrzegany był jako tragiczna, bohatersko poległa postać, podczas gdy Amundsen – jako pozbawiony sportowego ducha fair play cwaniak.

Dziś eksperci przychylają się jednak do opinii, że Scott nie tyle miał pecha, ile był po prostu nieprzygotowany do wyprawy. Brytyjczycy, w przeciwieństwie do Norwegów, nie radzili sobie dobrze na nartach i nie mieli doświadczenia, jak dostosowywać ich sposób jazdy do różnego ukształtowania terenu. Do tego stopnia, że jeden z członków ekspedycji Scotta na ostatnim odcinku drogi do bieguna porzucił sprzęt, by przedzierać się pieszo. Scott nie przywiązywał też wagi do psich zaprzęgów, podczas gdy Amundsen wybrał około stu najlepszych grenlandzkich psów. Trzecim czynnikiem decydującym o sukcesie Amundsena była natomiast... garderoba. Liczyła 32 sztuki ubrań i dodatków. W zdobyciu Bieguna Północnego pomogły mu m.in. wełniane kalesony, koszulki z długim rękawem, wełniany golf, sztruksy, kominiarka, wełniana czapka, osiem par skarpetek krótkich i cztery długich, dwie pary klasycznych wełnianych rękawic pięciopalczastych i dwie pary rękawic na kciuk i resztę palców.  Najważniejsze jednak były okrycia wierzchnie,  podpatrzone u Innuitów. Każdy z jego kompanów otrzymał ich po sześć sztuk: skafander ze skóry renifera, skafander ze skór foczych (oba z kapturami), chroniące przed wiatrem spodnie ze skór fok, parę owijaczy na nogawki oraz specjalne, chroniące przed wiatrem spodnie i kurtkę prosto od…  Burberry’ego z lżejszej gabardyny. Marka do dziś zresztą chwali się tym w oficjalnych materiałach. Jedną z przyczyn sukcesu Amundsena był jednak sposób, w jaki założył ubrania: podpatrując typowy strój Eskimosów, założył je relatywnie lekko, by zapewnić cyrkulację powietrza i zminimalizować pocenie się. Robert Scott tego nie zrobił, co okazało się mieć fatalne skutki.

Chcąc zrzucić z siebie odium po śmierci Scotta, Amundsen aktywnie pomagał innym podróżnikom. Z jednej z ratunkowych wypraw w 1928 roku nie wrócił, a jego ciała do dziś nie odnaleziono.

Autor: Michał Zaczyński 


Dziennikarz niezależny, autor bloga www.michalzaczynski.com. Publikował m.in. w Gazecie Wyborczej, Rzeczpospolitej, Newsweeku, Wprost, Viva Moda!, Logo, Coachingu. Juror konkursów mody, wykładowca szkoły Via Moda oraz Instytutu Via Moda przy Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. 
trigger
Dodatkowe -20% na wybrane produkty z wyprzedaży Vistula garnitury marynarki kurtki płaszcze
Dodatkowe -20% na wybrane produkty z wyprzedaży - Vistula - garnitury marynarki kurtki płaszcze
Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności » OK, zamykam